5/02/2006

mapka


kolor pomaranczowy w brazylii - droga przebyta furakiem
kolor czerwony - autokarami roznej jakosci
kolor zolty - dzipkiem
kolor pomaranczowy w boliwii - pociag

4/28/2006

Sao Paolo Boogie

Lot spowrotem do kraju.
Trzy przesiadki, siedem startow / ladowan, zagubiony bagaz (Alitalia pod tym wzgledem dorownala BA :).
I jeden przyjemny dzien oczekiwania na tranzyt w Sao. Wpadlismy na szamke do klimatycznej lokalnej churascarii, gdzie wszyscy znali wszystkich, tylko nas nie (rzadko widuja tu turystow) i nadawali hiphop brazylijski polaczony z samba i instrumentami na zywo. Marcello O2. Wypilismy Skola, zjedlismy miecho w bulce z serem + repeta x2 i pogadalismy troche z miejscowym Harvey Keitelem. Potem jeszcze kupilismy plytke, coby klimat ten zapamietac muzycznie.
Dobre zakonczenie trasy i tej opowiesci.

4/23/2006

Huayna Potosi na czczo . (czyt.: "uajna")

Cordylierra Real, Boliwia, 30km od LaPaz. Huayna Potosi, 6088mnpm. -40 st na szczycie, lodowiec i wieczny snieg od 5300. Pierwszy oboz na 4300, drugi Campo Alto na 5300. Dwie drogi: normalna i argentynska przez lodowiec. Koniecznosc uzycia sprzetu do lazenia po lodzie i sniegu. Dosc popularny szczyt, relatywnie latwe wejscie droga normalna (ponoc 70% wchodzi). Jednym slowem: dobra zabawa dla szukajacych mocnych wrazen podczas pobytu w LaPaz. Probuja swoich sil glownie amerykanie polnocni (jest ich tu najwiecej), podobno weszlo nan tez kilka kobiet. . .
filmik - panorama kordyliery Real (QuickTime)

Namiocik na Campo Alto - od lewej nasz przewodnik Huan, Cecilio i Rafal.










































Troche treningu na lodowcu oraz











krotki sen, bo wyruszylismy o 1szej w nocy, zeby dotrzec na szczyt o swicie i nie ryzykowac chodzeniem po plynacym w sloncu lodowcu.





Do tego wspomaganie w wydaniu boliwijskim - Matte de Coca !










Tuz pod samym szczytem byla lodowa sciana dlugosci 250m o kacie nachylenia ~60-70 stopni. Prawie nas zabila... 1,5 godziny wchodzenia.
6:20, jeszcze w scianie, zaczelo sie przejasniac i o 6:30 bylismy na szczycie, obserwujac wschod slonca i wspaniala panorame Kordyliery.



filmik ze szczytu (QuckTime)

Rafal byl na topie przed nami jeszcze i przed switem, popedzal go Huan, ktory chcial chyba pobic rekord w szybkim wejsciu na szczyt, na lekko, ale z przyczepionym na linie turysta...







Cien Huayny - zawsze trojkatny, niezaleznie od ksztaltu gory !







Szczyt - siodelko.



















Domin i Miguel - certyfikowany andynista, dzieki niemu dotarlismy o swicie na szczyt. (zasuwa na dwie dziabki po lodowych scianach jak mucha po suficie)


















4/19/2006

La Paz . brak rowerow . przymiarki do Huayna Potosi








Nocnym pociagiem do Oruro,dalej do La Paz. Po drodze wszedzie naganiacze transportowi: sprawnie wyciagneli nas z pociagu w Oruro, szybko wciagneli do taksowki, zawiezli na dworzec busow i migiem sprzedali nam bilet do La Paz.
nagranie klimatu miasta (mp3)

La Paz - miasto na wysokosci 3600-4000m. Kazda uliczka z innym spadkiem, z innym "profilem" sklepikow i straganow.
Niedokonczone, nieotynkowane, poobwieszanie praniem i kablami domy z czerwonej cegly wspinaja sie po wszystkich zboczach doliny LaPaz. W centrum troche wiezowcow ("najwyzsze" drapacze chmur ;) na swiecie). A wszedobylska Illimani patrzy w perspektywe wszystkich chyba ulic.

Nikt tu nie jezdzi rowerami bo jest to fizycznie niemozliwe. Nachylenia ulic rzedu 10-25%, kierowcy - wariaci, klaksonu uzywa sie tu w trzech przypadkach: a) przegonienia pieszego b) wumuszenia pierwszenstwa na skrzyzowaniu rownorzednym c) w kazdym innym przypadku, gdy nie maja co zrobic z reka w samochodzie.

Feeria kolorow, stragany z telewizorami, policjanci turystyczni nawracajacy nas na dobra droge, biedacy w rynsztokach i biznesmeni.
Nacierajace z kazdej strony autobusiki ze zwieszonymi z
okna naganiaczami obwieszczajacymi wszystkim wokol trase przejazdu.
Kurczaki pieczone kontra zgnile owoce: zapachy z kazdej strony inne.
Pajeczyny kabli tworza dachy ulic i firanki zaslaniajace odrapane kamienice.
Tlumy jak w Nowym Jorze, tutaj tez trzeba sie od nowa uczyc chodzic.


















Pileczka na wysokosci.



















Rezydencja sie odgradza.



















Sklep z grami.







Sklep z firanami.






Sklep z guzikami.







Hotel swoisty, dostalismy dla siebie caly apartament na 5tym pietrze z tarasem z widokiem na szczyty Illimani i miasto rozpostarte ponizej. Widzimy w hotelu wielu kozaczkow - andinistow, to miejsce to ich mekka. Stad planuja grozne szturmy na okoliczne szczyty kordyliery Real.


Na drugi dzien pobytu ustawilismy sobie maly trek w Chacaltai - najwyzszym na swiecie wyciagu narciarskim (5300-4900m). Stad widac dobrze czwartkowy cel wyprawy - Uajne Potosi. Zbieramy sily.






Uyuni . najlepsza toyota . salary, flamingos i wulkany

filmik, na ktorym Domin daje lupnia Boliwijczykom (QuickTime)
filmik z salaru (QuickTime)

Jedna z lagun a na niej flamingos!








Spotkania pierwszego stopnia z Lama.








W tle wulkan Licancabur (do zrobienia!).








Laguna Verde.








Zagubiona na pustyni rejestracja Chilijska. Od razu sesyjka z nia.




















Kinua.








Hotel solny na salarach. Wszystko zbudowane z NaCl.








Wydobycie.















Sesyjki cd.





























Targ - tutaj panie sprzedaja po cichu liscie koki. (przykryte)











Uyuni - cmentarzysko pociagow.











Salar de Uyuni - wyspa kaktusowo-turystyczna.

















Najlepsza Toyotka.







Spotkanie z Lama nr 2.