4/19/2006

La Paz . brak rowerow . przymiarki do Huayna Potosi








Nocnym pociagiem do Oruro,dalej do La Paz. Po drodze wszedzie naganiacze transportowi: sprawnie wyciagneli nas z pociagu w Oruro, szybko wciagneli do taksowki, zawiezli na dworzec busow i migiem sprzedali nam bilet do La Paz.
nagranie klimatu miasta (mp3)

La Paz - miasto na wysokosci 3600-4000m. Kazda uliczka z innym spadkiem, z innym "profilem" sklepikow i straganow.
Niedokonczone, nieotynkowane, poobwieszanie praniem i kablami domy z czerwonej cegly wspinaja sie po wszystkich zboczach doliny LaPaz. W centrum troche wiezowcow ("najwyzsze" drapacze chmur ;) na swiecie). A wszedobylska Illimani patrzy w perspektywe wszystkich chyba ulic.

Nikt tu nie jezdzi rowerami bo jest to fizycznie niemozliwe. Nachylenia ulic rzedu 10-25%, kierowcy - wariaci, klaksonu uzywa sie tu w trzech przypadkach: a) przegonienia pieszego b) wumuszenia pierwszenstwa na skrzyzowaniu rownorzednym c) w kazdym innym przypadku, gdy nie maja co zrobic z reka w samochodzie.

Feeria kolorow, stragany z telewizorami, policjanci turystyczni nawracajacy nas na dobra droge, biedacy w rynsztokach i biznesmeni.
Nacierajace z kazdej strony autobusiki ze zwieszonymi z
okna naganiaczami obwieszczajacymi wszystkim wokol trase przejazdu.
Kurczaki pieczone kontra zgnile owoce: zapachy z kazdej strony inne.
Pajeczyny kabli tworza dachy ulic i firanki zaslaniajace odrapane kamienice.
Tlumy jak w Nowym Jorze, tutaj tez trzeba sie od nowa uczyc chodzic.


















Pileczka na wysokosci.



















Rezydencja sie odgradza.



















Sklep z grami.







Sklep z firanami.






Sklep z guzikami.







Hotel swoisty, dostalismy dla siebie caly apartament na 5tym pietrze z tarasem z widokiem na szczyty Illimani i miasto rozpostarte ponizej. Widzimy w hotelu wielu kozaczkow - andinistow, to miejsce to ich mekka. Stad planuja grozne szturmy na okoliczne szczyty kordyliery Real.


Na drugi dzien pobytu ustawilismy sobie maly trek w Chacaltai - najwyzszym na swiecie wyciagu narciarskim (5300-4900m). Stad widac dobrze czwartkowy cel wyprawy - Uajne Potosi. Zbieramy sily.






1 Comments:

Blogger pliplaszczak said...

wlasnie zobaczylam wasz wpis na gronie i teraz bede sledzila...dwa lata temu jechalam sama bardzo podobna trasa, ale w przeciwnym kierunku. skoro jestescie w la paz, bardzo polecam ruta de la muerte - wiem, ze wyglada na przereklamowana, ale jest naprawde niesamowita. poziom adrenaliny jakiego nie doswiadczylam nigdy w zyciu. warto! na koncu "ruty" fajnie sie zatrzymac na dzien albo dwa w yolosie, zeby okrzeply emocje i zeby moc podziwiac mordercza droge z tarasu jednego z hotelikow, albo bujajac sie na hamaku. powodzenia!

12:10 PM  

Prześlij komentarz

<< Home